Personal blog


Michał’s notes about music, people, world, and other interesting things. So far in Polish only.

Wywiady


Wywiad dla portalu ArtRock

Korzenie Muzyki – Michał Zygmunt o muzyce świata

To, co łączy najnowsze dzieło Michała Zygmunta z World Music w słowach, dźwiękach i obrazach przy okazji premiery video “Muzyki” – w rozmowie z polskim Peterem Gabrielem.

Nieprzypadkowo porównałem twórczość Michała Zygmunta do Petera Gabriela. Łączy ich wspólne spojrzenie na Muzykę Świata. Ten bardzo utalentowany artysta ma na swoim koncie już 3 solowe produkcje pełnogrające, z których ostania jest przełomową w jego karierze. Album jesienią zostanie uzupełniony o wydawnictwo DVD, na którym znajdzie się także rejestracja ze studia oraz koncertu inaugurującego wydanie albumu. Poniższy wywiad przeplotłem przygotowanymi przez Agnieszkę Gonczarek i Patryka Kiznego z LookyCreative wideoklipami z muzyką, a także słowami Michała Zygmunta. Michała złapałem przed koncertem inaugurującym, zorganizowanym przez fundację im. Mirosława Wróbla. Na scenie Patryk z LookyCreative przygotowywał sprzęt do nagrania – odbyła się krótka próba, w trakcie której zostało zarejestrowanych parę ujęć do powstającego obrazu. Dla mnie był to wspaniały moment na kilka ujęć oraz przegląd tematów, które chciałem z Michałem w tym wywiadzie poruszyć.

ArtRock.pl: Muzyk akustyczny, dwie solowe płyty, wcześniejsze różne projekty, akademia jazzowa – Twoje początki?

Michał Zygmunt: Zaczęło się od chęci robienia czegokolwiek. Jako nastolatek odkryłem muzykę jako dobry sposób komunikacji ze światem. Na początku

wyróżniało mnie to w tłumie podobnych do siebie nastolatków. Gitara była dobrym narzędziem – miałem zespoły, szukałem możliwości wyrwania się z szarości, w jakiej żyliśmy. Z czasem zacząłem rozumieć, że to może być moja droga, żeby gitarą opowiadać więcej, niż tylko rytm i melodie i zacząłem moją niekończącą się podróż przez ćwiczenie, poszukiwanie własnego brzmienia. Zawitałem na Akademię, a potem

Korzenie Muzyki – Michał Zygmunt o muzyce świataT

o, co łączy najnowsze dzieło Michała Zygmunta z World Music w słowach, dźwiękach i obrazach przy okazji premiery video “Muzyki” – w rozmowie z polskim Peterem Gabrielem.

Nieprzypadkowo porównałem twórczość Michała Zygmunta do Petera Gabriela. Łączy ich wspólne spojrzenie na Muzykę Świata. Ten bardzo utalentowany artysta ma na swoim koncie już 3 solowe produkcje pełnogrające, z których ostania jest przełomową w jego karierze. Album jesienią zostanie uzupełniony o wydawnictwo DVD, na którym znajdzie się także rejestracja ze studia oraz koncertu inaugurującego wydanie albumu. Poniższy wywiad przeplotłem przygotowanymi przez Agnieszkę Gonczarek i Patryka Kiznego z LookyCreative wideoklipami z muzyką, a także słowami Michała Zygmunta. Michała złapałem przed koncertem inaugurującym, zorganizowanym przez fundację im. Mirosława Wróbla. Na scenie Patryk z LookyCreative przygotowywał sprzęt do nagrania – odbyła się krótka próba, w trakcie której zostało zarejestrowanych parę ujęć do powstającego obrazu. Dla mnie był to wspaniały moment na kilka ujęć oraz przegląd tematów, które chciałem z Michałem w tym wywiadzie poruszyć.

ArtRock.pl: Muzyk akustyczny, dwie solowe płyty, wcześniejsze różne projekty, akademia jazzowa – Twoje początki?

Michał Zygmunt: Zaczęło się od chęci robienia czegokolwiek. Jako nastolatek odkryłem muzykę jako dobry sposób komunikacji ze światem. Na początku

wyróżniało mnie to w tłumie podobnych do siebie nastolatków. Gitara była dobrym narzędziem – miałem zespoły, szukałem możliwości wyrwania się z szarości, w jakiej żyliśmy. Z czasem zacząłem rozumieć, że to może być moja droga, żeby gitarą opowiadać więcej, niż tylko rytm i melodie i zacząłem moją niekończącą się podróż przez ćwiczenie, poszukiwanie własnego brzmienia. Zawitałem na Akademię, a potem  wszystko starałem się zapomnieć.

ArtRock.pl: Czy te wcześniejsze wpływy jazzowe, ciężko nazwać je polską Dianą Krall  czy też  z korzeniami w standardach jazzowych i bluesowych lub pop. Nagle wchodzimy na muzykę świata, wchodzimy na muzykę folkową.

Michał Zygmunt: Od czegoś zawsze trzeba zacząć. Moja nauka polegała na zadawaniu sobie prostego pytania: Skąd  się co wzięło? Rock - gdzieś był jego początek. Żeby móc grać muzykę, nie możesz tylko ćwiczyć gam i pasaży, musisz słuchać muzyki, rozumieć, potrzebujesz wiedzy, języka, wyobraźni. Musisz znaleźć haczyk, dzięki któremu ludzie otworzą się na to, co tworzysz. Jazz był jakimś elementem tego poznania. W pewnym momencie rozumiesz, że muzyka całego świata wypływa z jednego korzenia. Muzyka świata tętni swoim życiem, te same emocje są w bluesie i w polskiej pieśni ludowej. Przecież blues wywodzi się z worksongu, a to forma znana większości kultur.

ArtRock.pl: Może zacznijmy od poprzedniego albumu: Organic….

Michał Zygmunt: Każdy z tych moich projektów jest niezależnym bytem. Funkcjonują w określonych przestrzeniach. Organic jest szukaniem swoistej narracji mocno osadzonej w formie piosenki. Piosenka jest formą ze słowami, ale w Organic słów nie ma i zmierzam się z formą. Jest zapisem mojej muzycznej drogi: transformacji, dorastania, odrzucania i przyswajania, otwarcia na naukę tego języka, jakim jest muzyka.

ArtRock.pl: Światy były debiutem bardzo zauważonym w mediach. Pojawiał się także w stacjach informacyjnych, jak Pin czy TokFM, trafił do ludzi na co dzień zabieganych, którzy poszukiwali w niej odskoczni od tego pospiechu.

Michał Zygmunt: Nie gram muzyki dla wszystkich, bo moja muzyka wymaga pewnej uważności, wsłuchania się. Opowiada o ważnych dla mnie sprawach i angażuje, często nie pozostawia obojętnym. We mnie jest też dużo buntu, ale i szczerości. Buntuję się robiąc rzeczy piękne i są osoby, którym się to podoba.

ArtRock.pl: Czy te wcześniejsze wpływy jazzowe, ciężko nazwać je polską Dianą Krall  czy też  z korzeniami w standardach jazzowych i bluesowych lub pop. Nagle wchodzimy na muzykę świata, wchodzimy na muzykę folkową.

Michał Zygmunt: Od czegoś zawsze trzeba zacząć. Moja nauka polegała na zadawaniu sobie prostego pytania: Skąd  się co wzięło? Rock - gdzieś był jego początek. Żeby móc grać muzykę, nie możesz tylko ćwiczyć gam i pasaży, musisz słuchać muzyki, rozumieć, potrzebujesz wiedzy, języka, wyobraźni. Musisz znaleźć haczyk, dzięki któremu ludzie otworzą się na to, co tworzysz. Jazz był jakimś elementem tego poznania. W pewnym momencie rozumiesz, że muzyka całego świata wypływa z jednego korzenia. Muzyka świata tętni swoim życiem, te same emocje są w bluesie i w polskiej pieśni ludowej. Przecież blues wywodzi się z worksongu, a to forma znana większości kultur.

ArtRock.pl: Może zacznijmy od poprzedniego albumu: Organic….

Michał Zygmunt: Każdy z tych moich projektów jest niezależnym bytem. Funkcjonują w określonych przestrzeniach. Organic jest szukaniem swoistej narracji mocno osadzonej w formie piosenki. Piosenka jest formą ze słowami, ale w Organic słów nie ma i zmierzam się z formą. Jest zapisem mojej muzycznej drogi: transformacji, dorastania, odrzucania i przyswajania, otwarcia na naukę tego języka, jakim jest muzyka.

ArtRock.pl: Światy były debiutem bardzo zauważonym w mediach. Pojawiał się także w stacjach informacyjnych, jak Pin czy TokFM, trafił do ludzi na co dzień zabieganych, którzy poszukiwali w niej odskoczni od tego pospiechu.

Michał Zygmunt: Nie gram muzyki dla wszystkich, bo moja muzyka wymaga pewnej uważności, wsłuchania się. Opowiada o ważnych dla mnie sprawach i angażuje, często nie pozostawia obojętnym. We mnie jest też dużo buntu, ale i szczerości. Buntuję się robiąc rzeczy piękne i są osoby, którym się to podoba.

ArtRock.pl: Czyli przeciwieństwo tego buntu rewolucji punk rocka z lat 80-tych, który zmiótł ze sceny rocka progresywnego i wprowadził nową kulturę?

Michał Zygmunt: Tak! Bunt jest motorem sztuki. Mojemu pokoleniu też potrzebny jest głos sprzeciwu wobec tego, co jest. Stary rynek upadł, stary świat kolejny raz odchodzi, nie ma nam już nic do zaoferowania. Media – nas nowych wcale nie faworyzują, bo mają swoich starych idoli, których odgrzewają bez końca. Zajmują się sztuczną kreacją celebrytów i marek. Nie ma w nich miejsca na autentyczny głos – trzeba tylko wypełnić jakąś rolę, odegrać pewien scenariusz. Wielu moich kolegów, muzyków szukając koniunktury angażuje się w projekty, które mają przynieść sukces, ale tak się nie dzieje. Bo ludzie wiedzą swoje, po co mają słuchać średnio zagranej polskiej produkcji, skoro mogą posłuchać czegoś w dużo lepszym wykonaniu? Historia muzyki jasno uczy – przetrwają tylko wizjonerzy, rewolucjoniści. Ich styl zainspiruje najpierw najzdolniejszych, potem przejmą go wyrobnicy, a na końcu chałturnicy. Popkultura co jakiś czas dochodzi do tego samego punktu. Rada jest jedna – robić swoje. Kalkulacja? Mam wielu bardzo zdolnych znajomych, którzy od lat siedzą i czekają nie wiadomo na co.

ArtRock.pl: Generalnie mówi się, że pierwsza płyta jest taką, która wprowadza, jest najdłużej przygotowywana, muzycy wkładają w nią najwięcej serca. Trzecia płyta jest tą, którą muzycy próbują zaskoczyć słuchaczy, coś udowodnić. Czy tak samo jest z albumem Muzyki?

Michał Zygmunt: Może. Moja trzecia płyta jest zupełnie inna niż dwie poprzednie. Z racji pomysłu na nią i też tego, że jest nagrana z Rolim Mosimannem. Jego obecność i zaangażowanie zmieniły moją muzykę. Wiele płyt Roliego stało się historią. Ja też wychowałem się na jego płytach. Dziś to, czego słuchałem z wypiekami na płycie Faith no More, jest też w mojej muzyce. Poznałem od kuchni jego pracę w studiu i zrozumiałem to, czemu nasze płyty brzmią, jak brzmią, i  to nie jest kwestia sprzętu. Dodajmy do tego inspiracje polską ludowizną. Musiało wybuchnąć. Szwajcarski producent, muzyk ludowy i szukający swej tożsamości gitarzysta nagrywają wspólnie płytę z muzyką ludową. To jak bomba z zapalonym lontem.

ArtRock.pl: Wracając jeszcze do producenta Muzyk, Roli Mosimanna – jest to człowiek z dużymi osiągnięciami na tym polu. Jak wspominasz współpracę między wami?

Michał Zygmunt: Życzę każdemu takiej przygody. Nie chodzi już o czyste rozwiązania techniczne. Ten człowiek wie jak zrobić, aby dobrze brzmiało. Chodzi o filozofię pracy związanej z muzyką, o filozofię rytmu. Pokazał mi jak korzystać z rytmu w sposób, w jaki nie uczą na akademii muzycznej. Jestem teraz innym muzykiem. Kilka miesięcy po nagraniach obserwuję to, jak zmieniło się moje postrzeganie, jak inne są moje nowe kompozycje, sposób grania. Współpraca z nim wiele mi dała i nie ukrywam, że zmienił zupełnie mój muzyczny światopogląd.

ArtRock.pl: Dużo podróżowałeś, nagrywałeś w Stanach, także w innych ciekawych miejscach. Gdzie Tobie się najlepiej pracowało?

Michał Zygmunt: Najlepiej pracowało mi się teraz. Miałem miesięczny komfort bycia w studiu i byłem zaangażowany tylko w ten poces. W trakcie sesji było tylko kilka wyjazdów koncertowych, które dodawały mi świeżego dystansu. Super układ. Nie poszedłem na żaden kompromis. Musiało skończyć się dobrze.

ArtRock.pl: Muzyki, jako temat, to muzyka folkowa grana z okolic Twojego miasta

Michał Zygmunt: Po płycie Organic przeprowadziłem się z Wrocławia do mojego rodzinnego miasteczka, Brzegu Dolnego. Wcześniej wiele lat mieszkałem w dużych miastach. Chciałem naładować akumulatory, wyluzować z wyścigiem i zastanowić nad tym, co dalej. Miałem plan pożyć trochę innym życiem i zacząłem zwiedzać te wszystkie  pola, te wszystkie podwórka, po których biegałem jako dziecko, ożyły wspomnienia. Oczywiście nie miasto mnie zainspirowało. Odkrywanie Dolnego Śląska i doliny Odry było trochę jak odkrywanie zaginionego lądu. Przed 1945 rokiem tu był zupełnie inny świat, który się raptownie skończył. Mieszkam na ziemi, z której wypędzono ludzi, ale moich dziadków również wypędzono – tylko z innego miejsca. Na tyle, na ile mogę, próbuję pokazać tę złożoną rzeczywistość. Nic nie jest tylko czarno-białe – składa się z wielu różnych odcieni. Ważną osobą w tych moich poszukiwaniach jest mój dziadek, Zdzisław Jamborski, który wziął udział w Muzykach, nagrał ze mną 3 utwory na płytę, ale też opowiedział wiele ciekawych historii w filmie.

ArtRock.pl: Nam się kojarzy głównie muzyka ludowa z Cepelią, czyli  tymi utworami popkultury, które w latach 60./70. rozsławiły polską kulturę.

Michał Zygmunt: To, co potocznie nazywamy muzyką ludową, to lukrowana cepeliada. Niewiele ma ona związku z prawdziwym duchem i autentycznymi tradycyjnymi melodiami. To nasze przekleństwo. Nie mamy dystansu do naszej ludowości, nie mamy wiedzy i stąd mój pomysł na takie opowiedzenie tej muzyki i na zagranicznego producenta.  Poprzedni ustrój, a wczesniej wielka strata inteligencji polskiej, skutecznie odcięły naród od korzeni. Zresztą obecni politycy też są niedouczeni. Poziom edukacji obywatelskiej jest na katastrofalnym poziomie, a wcześniej w ogóle nie istniał. W szkole 3 godziny religii, ale coraz mniej historii. Czy współczesny świat potrzebuje robotników, którzy będą pracować bez zadawania pytań? Po co mielibyśmy coś wiedzieć? Może gdyby społeczeństwo było bardziej świadome, douczone, to po tej klasie politycznej nie zostałby ślad? Nikomu nie zależy na naszej wiedzy, więc musimy poznać ją sami. Bo nie znamy naszej prawdziwej historii, choć niby jej uczą nas w szkole. Pamiętam jak  mówiłem znajomym, co chcę zrobić, to pukali się w głowę mówiąc: „Zwariowałeś? To jest największy obciach”. Źle świadczy o nas brak szacunku dla kultury, z której wyrośliśmy. Z wieżowca TVN-u świat kończy się na rogatkach Warszawy, a niestety sporo ludzi tylko z mediów czerpie swą wiedzę o świecie. A zwróć uwagę – ludzie słuchają Richarda Bony, kupują płyty, chodzą na koncerty – ten facet gra muzykę od siebie ze wsi. On też zrobił to bez afrykańskiej cepelii. Jest w tym siła. To nie jest jedyny przykład. I okazuje się, że my, Polacy, to kupujemy, ale mamy kłopot z wysłuchaniem naszej muzyki.  Potraktowałem Polską muzykę ludową poważnie. I to jest mój wniosek – ona nie budzi żadnych kompleksów. Jest tak samo atrakcyjna i tak samo ciekawa, jak światowa muzyka ethno, której tak chętnie słuchamy.

ArtRock.pl: Na rynku widać powrót do takiej muzyki. To się zaczęło mniej więcej z początkiem lat 80-tych wraz z osobą Petera Gabriela i jego ruchem WOMAD, wydawnictwem Real World czy sceną, którą wtedy zaczął tworzyć; propagować w takim stopniu, że nagle poznawaliśmy ludzi z różnych krańców świata z muzyką z Pakistanu, Bangladeszu, Indonezji, afrykańskich sawann czy z Amazonii – jak widzisz to po 30 latach obecności w popkulturze?

Michał Zygmunt: Ciężko mi jest to oceniać, świat jest taki wielki. Znam tylko część olbrzymiej przestrzeni muzycznej. Jestem twórcą i nie mi ją porządkować – choć może to trochę tak wygląda, że mam coś usystematyzowane. Mam to szczęście, że mogę brać z tego całego nurtu, co tylko chcę, grać tym, cytować. Kiedyś mocno wciągnęła mnie amerykańska muzyka roots i to ona zaprowadziła mnie do naszej muzyki. Dzięki sieci jest dostęp do tak wielkiej ilości nagrań, że możemy spełnić każdą zachciankę – słuchać muzyki z Mongolii albo afrykańskich kołysanek – wystarczy tylko kliknąć. Ale powoduje to, że ludzie zaczynają szukać swoich korzeni. Świat pielęgnuje lokalność, bo to wielka wartość. Tylko u nas jeszcze rzadko to widzą.

ArtRock.pl: Chwyciłeś gitarę. Na początku był ktoś, kto Ciebie inspirował…

Michał Zygmunt: Myślałem o tym ostatnio…. Jest taki film, „Swing” Tony’ego Gatlifa, o chłopcu, który widzi grającego w knajpie cygana i tak się zakochuje w tej grze, że sam łapie za instrument i zmienia całe swoje chłopięce, a  w konsekwencji dorosłe życie. Jest w tym coś pięknego. Miałem takie momenty przełomowe. Pamiętam, że poszedłem na swój pierwszy koncert jazzowy. Byłem młodym rockandrolowcem, który miał zespoły, nosił długie włosy i traktował gitarę jako sposób na podryw. Pamiętam, że na tym koncercie siedziałem i nie wiedziałem w ogóle, co oni grają. Następnego dnia, kiedy się obudziłem, mój świat się zmienił. Nie wiedziałem, co się zmieniło, ale wiedziałem, że wszystko jest inne. To też były inne czasy - dzisiaj jednym kliknięciem możemy mieć wszystko, wtedy nie było tak łatwo. I później miałem kilka takich momentów przełomowych, kiedy czułem, że tego dnia mój świat się zupełnie zmienia. Jestem ciekawy, ile jeszcze razy wezmę gitarę i zagram tak, jak nigdy wcześniej.

ArtRock.pl: Na razie grasz muzykę akustyczną, używasz gitar akustycznych – czy przewidujesz, że coś dojdzie do tej muzyki?

Michał Zygmunt: To kwestia barwy. Dziś szukam w tych rejonach, ale czuję, że niebawem wrócę do gitary elektrycznej. Instrumenty i dźwięk są wpisane w koncepcję artystyczną. Planuję grać z orkiestrą dętą. Chcemy zabrzmieć jak w latach 50.-60. Na pewno skorzystam wtedy z gitary elektrycznej – barwa instrumentu akustycznego nie przekaże tego, co chcemy oddać.

ArtRock.pl: Grasz już od kilku lat na scenie. Dużo masz koncertów?

Michał Zygmunt:  Uwielbiam grać koncerty, to mój żywioł. W różnych okresach bywa różnie, ale staram się grać możliwie jak najwięcej. Moje koncerty mają swoją akcję i dramaturgię. Teraz grając Muzyki wożę dodatkowo ze sobą film złożony z archiwalnych zdjęć, który jest wyświetlany w trakcie koncertu.

ArtRock.pl: Mówiłeś o zdjęciach do Muzyk – czy te zdjęcia są gdzieś do obejrzenia?

Michał Zygmunt: Są – na moich koncertach.

ArtRock.pl: Tylko?

Michał Zygmunt: Tylko.

ArtRock.pl: Nie przewidujesz wydawnictwa multimedialnego?

Michał Zygmunt: Kto wie, bo Muzyki to nie tylko płyta z muzyką, jest też film dokumentalny Agnieszki Gonczarek i Patryka Kiznego, który opowiada o powstawaniu tego projektu. W tym studiu spotkało się kilka przedziwnych osobowości i one wspólnie zbudowały tę płytę. To w dużej części muzyczna opowieść.

ArtRock.pl: Czy masz życzenie, z którym muzykiem chciałbyś współpracować?

Michał Zygmunt: Z wieloma. Naprawdę. Nie wystarczyłoby tu miejsca by ich wymienić.

ArtRock.pl: Mają nazwiska?

Michał Zygmunt: Nie powiem (śmiech), nie powiem żeby nie zapeszyć, bo jestem blisko.

ArtRock.pl: Skończyły się Muzyki, a mówisz, że to jest początek…

Michał Zygmunt: …Muzyki się dopiero zaczynają.

ArtRock.pl: …będzie cykl?

Michał Zygmunt: Muzyki otworzyły mnie na nowe, dotąd zamknięte obszary. Teraz penetruję lokalność, szukam klucza do zainteresowania nią szerokiej publiczności. Chciałbym reaktywować orkiestrę dętą, która kiedyś działała w moim miasteczku i była znana w całej okolicy. W latach 90. nastały nowe czasy, nowa władza, inne spojrzenie na kulturę lokalną, odwrócono się od tych ludzi i orkiestrę rozwiązano. A oni przez ten czas ciągle grają, ćwiczą z nadzieją, że jeszcze wspólnie wystąpią. Odnalazłem tych muzyków, zapaliłem do tego pomysłu. Szukam teraz pieniędzy potrzebnych do jego realizacji. Celem byłby duży koncert, złożony z nowego, przygotowanego na tę okazję repertuaru, oczywiście z gitarą w roli głównej. Chciałbym ruszyć z tą orkiestrą w trasę koncertową, może coś nagrać, zrobić film, zostawić jakiś ślad. Uważam, że to świetny pomysł, bo sporo ludzi potrzebuje muzyki zagranej z serca, w zgodzie z prawdą. Nie wszystkich rusza muzyka z komputera.

ArtRock.pl: Biorąc pod uwagę to, że generalnie grasz muzykę, która wychodzi stąd, z tego terenu, Dolnego Śląska, ale generalnie z Polski – czy czujesz wsparcie urzędów promujących kulturę?

Michał Zygmunt: Próbowaliśmy zainteresować urzędy odpowiedzialne za kulturę tym projektem, niestety  – urzędy nie były zainteresowane. Gdyby nie pojawienie się Fundacji Mirosława Wróbla, ale głównie olbrzymiej pracy mojej i  Ewy Dobrołowicz, mojej partnerki w artystycznych działaniach, oraz ekipy filmowej Agnieszki Gonczarek i Patryka Kiznego, ale też wielu innych osób, które włożyły swoje trzy grosze, to podejrzewam, że projekt Muzyki nie doszedłby do skutku. Nie czarujmy się, nasi menadżerowie kultury nie są zainteresowani współfinansowaniem takich „odmian” polskiej ludowości. Oni nadal są na etapie kapel góralskich i tworzą ten nasz swoisty folkor. Politycy nie mają świadomości ani  swego zdania i nie potrafią ocenić watrości proponowanego pomysłu. Dla nich liczy się tylko to, co się bez wysiłku  sprzeda i nie niesie ryzyka. Myślą tylko w takich kategoriach.

ArtRock.pl: Wyrosłeś w okolicach sceny wrocławskiej, tutaj mieszkałeś, tutaj tworzysz. Czy jako muzyk zauważyłeś, że Wrocław daje możliwości? Dla osób patrzących z zewnątrz miasto jest bogate w różne festiwale, koncerty. Nawet z punktu widzenia dziennikarza muzycznego na mapie europejskich miast kultury to miasto wyraźnie pulsuje, tętni życiem muzycznym. Ale jak to jest widziane okiem twórcy, uczestniczącego w tym życiu muzycznym?

Michał Zygmunt: Jestem ostatnio ostatnią osobą zdolną do oceny tego, co się dzieje we Wrocławiu.

ArtRock.pl:  Może i nie widać ich tak bardzo na zewnątrz, ale jednak ukazują się prężnie wydawane przez działające tutaj wydawnictwa składanki w stylu 4871,  wydawnictwa, z których możemy być dumni. Spotykamy naszych wykonawców gdzieś na scenie, dla przykładu Twoja muzyka trafiła na anteny stacji radiowych , także sukces paru wrocławskich zespołów – Hurt, Ocean, Me Myself and I, Miloopa, Oszibarak, Sinusoidal, niedawny spektakularny sukces muzyka u nas kojarzonego z występów na rynku – Gienka Loski. Czy możesz potwierdzić to, że mamy silną grupę muzyków, których stać na wiele?

Michał Zygmunt: Ostatnio usłyszeliśmy w Warszawie, w trakcie promocji płyty, ciekawe zdanie. Powiedziała je osoba z branży. „Wy na tej prowincji robicie fantastyczne rzeczy, nie tracicie czasu na bzdury. My w Warszawie dawno już połknęliśmy własny ogon”. Wrocław żyje muzyką, choć jest tu jeszcze kilka osób mających wpływ na życie muzyczne w mieście, które ciągle myślą swoim małym interesem. Scena wrocławska jest dużo szersza niż się powszechnie wydaje.

ArtRock.pl: Miałeś swoją ścieżkę do sukcesu - ta trzecia płyta to już jest dla Ciebie sukces artystyczny. Jeżeli byliby jacyś ludzie, podążający Twoją drogą, to co byś im poradził?

Michał Zygmunt: Powiedziałbym tak: szukajcie i słuchajcie i często róbcie odwrotnie, niż was uczą. Nie dla samego faktu bycia w opozycji, ale dlatego, że mainstream niekoniecznie proponuje wam dobre rozwiązania. Nie wierzcie im na słowo. Świat pełen jest niuansów, różnic. Nie jest płaski i jednowymiarowy. Penetrujcie wszystkie obszary, nie kopiujcie.

http://artrock.pl/wywiady/622/korzenie_muzyki_-_michal_zygmunt_o_muzyce_swiata.html

……………………………………………………………………………………………………………………….

Rozmowa z Michałem Zygmuntem o jego nowej płycie „Muzyki”

Ludzie potrzebują prawdy

Niedawno ukazała się Twoja trzecia płyta zatytułowana „Muzyki”. Czym różni się ona od dwóch poprzednich?

- Różni się wszystkim choć jest w jakimś sensie kontynuacją wcześniejszych poszukiwań. “Muzyki” są inspirowane muzyką ludową, jej rytmem, melodią ale też prawdą jaką w niej słychać. Dużo w “Muzykach” dawnych histroii o sprzedanych na rozstaju dróg duszach, narodzinach, zabawach i śmiechu ale i o śmierci i płaczu. Płyta jest też częścią większego przedsięwzięcia artystycznego.

Skąd pomysł na taką płytę?

Muzyki” napisałem zainspirowany poszukiwaniami moich własnych korzeni. Szukałem też starych fotografii grup etnicznych tworzących przedwojenną Polskę. Im dlużej się wnie wpatrywałem tym bardziej mnie wciągały. Wszystko zaczęło się mnożyć bo tych zdjęć i opowieści było coraz więcej. Zainteresowało mnie jak te wszystkie narody, współtworzące Polskę- ze sobą żyly, przenikały się, inspirowały. Co każda z nich włożyłyła a czego nie, do tej naszej zbiorowej świadomości. Swoje kolekcje zdjęć udostępniło mi Muzeum Narodowe, Muzeum Etnograficzne ale też poszczególne mniejszości etniczne, kolekcjonerzy. Zdobyłem około 1000 pięknych fotografii. Wszystkie te zdjęcia poskładałem i zacząłem komponować. Teraz pokazuję te zdjęcia w trakcie moich koncertów, są jakby filmem do każdego z utworów. Daje to możliwosć słuchczom wyruszyć ze mną w podróż nie tylko muzyczną.

Producentem płyty jest Roli Mosimann, który współpracował między innymi ze Smashing Pumpkins czy też Faith No More. Jak udało Ci się namówić go do współpracy nad nowym albumem?

- Specjalnie długo nie trzeba go było przekonywać. Podobało mu się to co robię, to jak gram, jaki mam muzyczny pomysł na siebie. Rolliego interesują takie płyty, które bądą ponadczasowe i przetrwają krótkotrwałe mody, czy trendy. Jako producent szuka oryginalnych pomysłów. Tak naprawdę nie trudno było go namówić do współpracy.

A kto pierwszy wyszedł z tą inicjatywą?

- Oczywiście, że ja. To jest człowiek-legenda, chodzi przecież o światową ligę. To osoba która przez 30 lat w Nowym Jorku nagrywała płyty z największymi artystami. Człowiek, który raczej odmawia niż się zgadza na współpracę. Sam wychowałem się na płytach, które on robił. Jego wiarę i zaangażowanie w moją muzykę traktuje jako komplement. Była to długa i i wymagająca sesja ale dziś obaj jesteśmy bardzo zadowoleni z jej efektów. Nagrywaliśmy w zupełnym odosobnieniu , w studiu Saraswati w Wolimierzu, więc byliśmy skazani właściwie tylko na siebie. Bardzo dobrze to zrobiło „Muzykom” a między nami zawiązała się ciekawa relacja. Ostatnio zaskoczył mnie zupełnie. Niespodziewanie dla wszystkich pojawił się na koncercie premierowym “Muzyk”. Następną moją płytę też robimy razem.

Tak jak już wspominałeś „Muzyki” inspirowane są muzyką ludową – bardzo popularną ostatnimi czasy w naszym kraju. Skąd według Ciebie to zainteresowanie folkiem?

- Bardzo poważnie zabrałem się do tego tematu. Odszukałem ludzi pamiętających tamte melodie, wygrzebałem stare nagrania. Długo szukałem by odnaleźć te dla mnie najbardziej autentyczne. Spędziem sporo czasu w bibliotece przeglądając w opracowaniach, czy badaniach terenowych, czyli nagraniach, które etnolodzy robili na wsiach, szukając oryginalnych muzyków. Uniwersytet Wrocławski i Biblioteka udzielili mi wsparcia w postaci taśm, z których uczyłem się grać tą muzykę. Wszystko po to żeby to co robię było przesiąknięte autentycznym duchem tego czasu. Jest to oczywiście przefiltrowane przez moją muzykalnosć, wrażliwość czy mój sposób grania. No i opowiedziałem to gitarą a w polskiej muzyce ludowej taki instrument nie występuje. A wracając do pytania to myślę, że ludzie poszukują prawdy, która jest w muzyce ludowej stąd jej obecna popularność. Mają dosyć tego wykreowanego sztucznie świata i wymyślonej przez komputer muzyki. Kultura proponowana przez większość mediów jest właśnie taka, wiele osób to czuje i ma tego dość bo nie są głupi i nie chcą ściemy. A ludzie potrzebują prawdy.

Twoja płyta jest tak właśnie odbierana?

- Tak. Rekakcje na tą płytę są właśnie takie. Otrzymuję dużo listów, opini, komentarzy, że ludzie znaleźli w tych dźwiękach prawdę. Nikt tego nie klasyfikuje, czy jest to ludowe czy też nie, czy melodie są swojskie, i jaki to gatunek. Liczy się prawda. Miło to czytać bo nigdy jeszcze moja muzyka nie dostała tak dużego odzewu od tak wielu odbiorców w Polsce i za granicą. Ludzie z zagranicy reagują podobnie jak Polacy, a przecież teoretycznie nie mają z nasza ludowością nic wspólnego. Pierwszy egzemplarz płyty „Muzyki” sprzedał się w Stanach. Taki również był mój cel i stąd obecność zagranicznego producenta, który pomógł mi opowiedzieć te lokalne historie w pozbawiony cepeliady sposób.

Projekt „Muzyki” to nie tylko płyta. To także film dokumentalny.

- Zgadza się. W trakcie nagrywania płyty powstał pełnometrażowy dokument, który opowiada o powastawaniu projektu- o spotkaniu moim, Roliego Mosimanna, ale także mojego dziadka Zdzisława Jamborskiego, który zaszczycił nas swoimi dźwiękami na tej płycie. Wniósł bardzo dużo dobrego do “Muzyk”, bo jego serce do muzyki, pasja i doświadczenie to wielki skarb. On też pamięta trochę dawnych zwyczajów i melodii. Zrobił wiele dobrego dla tej produkcji, ale też razem przeżyliśmy fantastyczną przygodę. Z tych właśnie opowieści, naszego wspólnego muzykowania, rozmów, wspomnień i emocji powstał piękny dokument. Mówię to jako jego bohater ale przyznam szczerze, że sam jestem zaskoczony, bo nie spodziewałem się że to będzie tak ciekawy film. Będzie miał wkrótce swoja premierę i już powstała jego strona internetowa.

Czy w związku z wydaniem kolejnego albumu możemy spodziewać się, że zagrasz koncert dla mieszkańców Brzegu Dolnego – swojego rodzinnego miasta?

- Bardzo bym chciał i może jeszcze w tym roku zagram w Brzegu Dolnym. Miasto pomogło mi trochę z płytą i dlatego jestem zobowiązany zagrać koncert w ramach tego wsparcia. Czekam więc na ustalenie terminu. Zagram z wielką przyjemnością, zresztą często na swoich koncertach widuję ludzi z Brzegu.

Wiele osób kojarzy Cię z Wrocławiem a mało kto wie, że pochodzisz stąd. Rok temu twierdziłeś, że Brzeg Dolny nie jest miastem rozpoznawalnym.

- I nadal tak niestety jest.

Panuje przekonanie, że osobom żyjącym w małych miasteczkach trudno się wybić. Czy czujesz na sobie ciężar bycia osobą z małej miejscowości?

- Nie. Mieszkałem wiele lat w dużym mieście, znam jego dobre i złe strony. Uważam, że wszystko zależy od uporu osoby, która chce coś zrobić. W każdym razie nie ma to według mnie żadnego znaczenia. Ludzie z małych miast mają bardzo słaby dostęp do kultury i to jest problem bo trudno im poznać pewne kanony w młodości. Powinniśmy mieć tę świadomość, że uczestnictwo w kulturze jest absolutnie koniecznie żeby dobrze oceniać i odczytywać zjawiska dziejące się na świecie. Powinnismy szczególnie dbać o edukacje kultralną. Oczywiście jest internet, który zmienił świat w globalną wioskę, wiec to skąd pochodzisz ma coraz mniejsze znaczenie.

Z Brzegu Dolnego pochodzi również wokalista zespołu Bethel – Grzegorz Wlaźlak. Czy śledzisz jego karierę.

- Przyznam szczerze, że nie bardzo. Tworzymy w innych obszarach muzycznych ale słyszałem o nim dobre rzeczy. Życzę mu wszystkiego najlepszego, mam nadzieje że kiedyś spotkamy się na jedenej scenie. Przecież pochodzimy z tego samego miasta.

Ostatnio w telewizji pojawia się coraz więcej programów typu „Mam talent”. W jakim stopniu, według Ciebie po tego typu programach jest się celebrytą a w jakim stopniu artystą?

- Nie wiem. Nie oglądam telewizji od wielu lat. Mój dobry przyjaciel Piotr Restecki wziął udział w takim programie i doszedł do finału. Zauważam jednak, że trochę mu to ciąży. To taka popularność, która polega tylko na tym, że ludzie przychodzą dla jego buzi a kiedy zaczyna grać, to nagle się okazuje, że nikogo nie obchodzi jego muzyka. U nas jest kult celebrytów- ludzi znanych z tego że są znani. Prawda taka że tych, którzy sprzedają najwiecej płyt w największych mediach tak łatwo nie znajdziesz.

A jednak Twoją muzykę można usłyszeć w mediach.

- Z płytą „Muzyki” udało się dotrzeć do szerokiej publiczności. TVP Kultura, która objęła patronat nad płytą, mocno ją promuje. Ukazuje się wiele bardzo dobrych recenzji choćby w Newsweeku. Muzyka jest grana w kilku rozgłośniach radiowych, między innymi w Trójce czy Tokfm, udzielam sporo wywiadów. Byłem gościem TVP Polonia i Telewizji Polskiej gdzie opowiadałem o swojej płycie i grałem jej fragmenty. Jak na taką muzykę, to bardzo duży sukces. Sporym powodzeniem cieszy się teledysk do utworu “Na kujawach pięknie grają”. Jestem szcześliwy z tego powodu bo postawiłem na autentyczność i jakość a wiedziałem, że to nie łatwa droga. I kiedy udało mi się zyskać uwagę (choć nie jest to zjawisko masowe) to to, że ludzie ją cenią, kupują moje wszystkie płyty, bardzo mnie cieszy. Jest też tak dlatego, że jakaś część widowni ma dosyć wszechobecnej w tych mediach tandety, ściemy.

Nagrałeś już trzy krążki, koncertujesz w wielu miejscach. Co dalej? Jakie są Twoje plany na przyszłość?

-Mam wiele planów. Nadal trwa promocja płyty “Muzyki” i zwiazane z tym działania i koncerty. Z nowości to z Bondem, świetnym basistą z Miloopy, mamy wspólny plan na duży międzynarodowy konglomerat muzyczny. Dostałem kilka propozycji wspólnych koncertów ale czas pokaże co z tego wyniknie. W przyszłym roku chcę nagrać płytę solo, która miała ukazać się teraz jesienią, ale sukces “Muzyki” trochę wszystko poprzestawiał. Mam też pomysł na jeszcze jeden ciekawy lokalny projekt. Zacząłem reaktywację dolnobrzeskiej orkiestry dętej, która fukcjonowała w tym mieście przez kilkadziesiąt lat. To była kiedyś słynna i wielka orkiestra ale w latach 90-tych latach została rozwiązana. Chcemy ją reaktywować i zacząć wspólnie grać. Ale nie będzie to powrót do tego samego, co przed laty, będzie to zupełnie w innym stylu, no i oczywiście z gitarą w roli głównej. Chcemy zrobić to z wielką pompą. Mam już nawet ekipę filmową zaintersowaną tym tematem, więc może wyjść z tego duża sprawa. Przy odpowiednim pomyśle, wykorzystując moje kontakty, jesteśmy w stanie z tym projektem zrobić fajne rzeczy. Myślę, że zaintersowanie tym projektem będzie ogromne. Reaktywowanie takiej orkiestry to duże wyzwanie, trzeba włożyć sporo pracy, ale taki zespół ma dużą przewagę nad zawodowymi orkiestrami- klimat, autentyczność, serce i oryginalność. Takie inicjatywy na świecie są cenione. Wiadomo, że potrzebne są na to pieniądze ale mam pomysł jak je zdobyć. Wierzę, że lokalne instytucje kultury nie odwrócą się od nas i pomogą nam w naszych planach. Nie zdradzę tu wszystkiego ale jestem bardzo zaangażowany w to przedsięwzięcie i kiedy o całym pomyśle mówię ludziom wzbudza to wiele radości i jest bardzo inspirujące. Widzę też jak wielkie wrażenie ten pomysł robi kiedy opowiadam o nim komuś z branży. Proszę trzymać za nas kciuki.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej drodze muzycznej

Rozmawiała Marta Matoga

……………………………………………………………………………………………………………………………

Wywiad: Orkiestra ; Kurier Gmin- listopad 2011

Marta Matoga

Skąd pomysł na reaktywowanie orkiestry?

Pomysł ma kilka źródeł. Jednym z nich jest chęć ocalenia pewnego zjawiska, czegoś niezwykłego, dobrej energii, idei, która zanikła. Proszę sobie wyobrazić grupę osób, która spontanicznie, a do tego z wielką pasją spotyka się razem żeby muzykować. Ludzie muzykowali ze sobą od zawsze- spotykali się i grali muzykę i to jest naturalny stan rzeczy, który wart jest kultywacji.

Kolejnym powodem jest chęć ocalenia pięknej ideii która definiowala tą społeczność. W końcu orkiestra, którą chcemy reaktywować funkcjonowała tu przez kilkadziesiąt lat. Wiele osób nauczyło się w niej muzyki, nawiązało zawodowe i prywatne przyjaźnie, znalazło piękne hoobby, sposób samorealizacji. Orkiestra grała na pogrzebach, potańcówkach, obchodach rocznicowych. Tworzyła środowisko muzyczne. Ludzie przychodzili na koncerty. Niewiele mamy dzisiaj rzeczy, które łączą nas jako dolnobrzeżan, są naszym unikalnym dobrem, z którym możemy się identyfikować, do tego odwoływać. Łatwo nam przychodzi zamykanie ale trudno potem zbudować nowe. Brzeg wbrew pozorom nie składa się tylko z supermarketów, fabryk i domów. Tworzą go ludzie. Kultura nie musi kojarzyć się tylko z piknikiem na dzień miasta. Powinna być żywa, zachowywać dobry poziom, uwrażliwiać i inspirować. Miasta na całym świecie utrzymują swoje orkiestry, bo sprzyja to społecznym kontaktom, kanalizuje pewne potrzeby społeczne. Orkiestra jest nośnikiem i łącznikiem dziedzictwa lokalnej kultury, a co za tym idzie pozwala zachować, przekazać tożsamosć, jak również tożasmość tworzy.

Czy ciężko było zebrać do niej ludzi?

Proces kompletowania składu jeszcze się nie skończył. Rozmawiałem dotychczas z muzykami, którzy tworzyli główny człon orkiestry i co najważniejsze- nadal czynnie grają.
Przez lata, w orkiestrze przewineło się wielu muzyków, większość dziś już nie gra, tylko nieliczni nadal utrzymują dobrą muzyczną formę. Postawiłem dosyć wysoką poprzeczkę, bo chcę stworzyć mocny skład, by był w stanie koncertować. To wymaga od muzyków umiejętności i wysokiej formy. Na razie ustaliliśmy wstępny, dosyć kamerlany skład, 8-10 osobowy. Chcę zazanczyć, że mamy w planach opracowanie zupełnie nowego repertuaru. Chcę by orkiestra brzmiała bardziej etnicznie niż kiedyś. Proszę pamiętać, że była to orkiestra dęta, która grała marsze albo utwory big- bandowe. Teraz będą to inne rejony muzyczne. Brzmienie każdej orkiestry determinuje jej instrumentarium, dlatego ich dobór jest kluczowy. Wiem, że potrzebuję np. trąbki i klarnetu ale już nie saksofonu, który gra zupelnie inną barwą. To determinuje wybory personalne. Wszystko to robimy z nadzieją, że kiedy nam się uda, to ruszymy w innych, już nie grajacych chęć powrotu, albo też, na co liczę najbardziej, zainspirujemy do dziłania nowe osoby. Chciałbym żeby rezultatem tego projektu, oprócz koncertów orkiestry, pięknej wizytówki, nowego repertuaru
i pewnie radości z ocalenia czegoś unikalnego, było przywrócenie życia tej orkiestrze i jej zwyczajne funkcjonowanie w społeczności.

Jaki był odzew radnych, kiedy na komisji został im ten pomysł przedstawiony?

Radnym spodobał się ten pomysł. Przedstawiłem nasze pomysły reaktywacji, pomysł na finansowanie, nasze oczekiwania ale też zobowiązania. To oddolna inicjatywa, którą podejmują mieszkańcy. Miasto obiecało nam opiekę, co jest niezbędne dla realizacji tego projektu. To dobra wiadomość, że władza nie pozostaje głuche na głosy mieszkańców. W projekt zaangożawały się radne: Anna Grzechowiak i Anna Michalska. Pomogły spotkać się nam wszystkim.

Czy według Ciebie reaktywowanie orkiestry wpłynie w jakiś sposób na promocję miasta?

Jestem pewien, że projekt wzbudzi zaintersowanie. Firmuję go swoim nazwiskiem i sam w niego wierzę. W promocji chcę wykorzystać swoje zawodowe kontakty. Mam nadzieję, że moja osoba jest pewnym gwarantem poziomu arystycznego- czytelnym w szerszym kontekście. Drugą sprawą jest unikalna specyfika tego pomysłu, który tworzą prawdziwi ludzie. Znaleźliśmy ciekawy pomysł na formę i brzmienie, dlatego nie martwię się o powodzenie. Orkiestra może być piękną wizytówką miasta, o której będzie można coś ciekawego powiedzieć, bo ma ciekawe dzieje. Najważniejsza jest jednak piękna, loklana inicjatywa, która da swoją muzyką radość twórcom i odbiorcom z naszego miasta. Jest też grupa filmowców zaineteresowana tym pomysłem i jeśli tylko się uda powstanie o tym film dokumentalny. To wspaniałe, medialne tematy i mam nadzieję, że Miasto będzie umiało to wykorzystać, a wizerunek Brzegu może na tym wiele zyskać.

Wspominałeś, że na cel tego projektu chciałbyś pozyskać fundusze unijne. Na co miałyby one zostać przeznaczone?

Chciałbym aby projekt był kompleksowy a wszystkie działania był tak przygotowane by dać orkiestrze niezależność ale przede wszystkim możliwości i narzędzia dzięki którym będzie mogła działać później przez lata.

W perwszym kroku chcę zoorganizwoać intensywne warsztaty dla muzyków z orkiestry. Chciałbym ściągnąć kilku profesjonalnych muzyków- pedagogów, aby sprawnie podciagnąć muzyczny warsztat, ukierunkować w sprawach dotyczących ćwiczenia, pracy w zespole, techniki. Drugim krokiem będzie opracowanie nowego repertuaru. Chciałbym stworzyć zupełnie nowy imige, świeży i z potencjałem. Opracowanie póltoragodzinnego występu to duża praca- wszystko przecież musi zabrzmieć dobrze. Próby i zgranie będą kolejnym etapem projektu. Po nich chcielbyśmy przygotować i zrealizować portfolio zespołu, na które składać się będą strona internetowa, materiały promocyjne, zdjęcia, na dobrym poziomie video. Orkiestra powinna posiadać odpowiednie zaplecze i narzędzia do aby móc funkcjonować, mieć określony wizerunek i wyraźną tożsamość. Następnym krokiem będzie koncert dla miasta. Od tego momentu orkiestra zacznie formalnie funkcjonować.

Kiedy będziemy mogli usłyszeć orkiestrę na żywo?

O pieniądze zaczniemy starać się z początkiem nowego roku. Wtedy będą ogloszone unijne konkursy. Sam etap przygotoawnia projektu, wnioskowania i oczekiwanie na przyznanie dotacji zajmie zapewne co najmniej 2-4 miesiace. Mając przyznane środki rozpoczniemy realizację tego projektu- oczywiście o ile nie pojawią się jakieś przeszkody. Może uda się przed latem coś już pokazać. Przy dobrych wiatrach. Na razie myślimy o pieniądzach unijnych, ale po cichu liczę też na polityków czy urzędników związanych z Brzegiem, a mogących pomóc, wesprzeć czy może wskazać gdzie jeszcze możemy środki na naszą działalność pozyskać. Mamy swoich reprezntantów w sejmie, sejmiku, powiacie czy innych instytucjach mogących wesprzeć takie lokalne działania. Proszę pamiętać, że to Orkiestra jest naszą lokalną, społeczną inicjatywą, nie jesteśmy zwiazani z żadną instytucją. Poza „zielonym światłem” od miasta, nie mamy żadnego wsparcia. Zapraszam serdecznie osoby którze mogą czy chcą pomóc i którym nie jest objętna lokalna społeczność. Myślę, że dla wielu nie są to sprawy obojętne, bo to nasze codzienne życie. Ważne jest byśmy świadomie tworzyli swoją historię, mieli tożsamość, by oprócz funkcjonalnych chodnikow, boisk i szkół pozostawić następnym pokoleniom coś jeszcze.